5 grudnia 2011. Wielki dzień. W końcu ruszamy z naszym blogiem kulinarnym. Zapraszam na www.1000stopni.pl!
Miał on wystartować już we wrześniu, ale chcieliśmy najpierw dokończyć książkę. Pewnie na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale mieliśmy z nim trochę pracy… W ostatnim momencie zmienialiśmy np. zdjęcia, które znajdują się na stronie główniej. Poprosiliśmy o pomoc jak zwykle Jacka z Eryką. Spisali się znakomicie. Potem było monotonne szkolenie z Arkiem, który jest programistą. Niestety często miałam wrażenie, ze mówi do mnie językiem, którego w ogóle nie rozumiem :-) W praktyce wszystko okazało się dużo prostsze niż w teorii, dzięki Bogu!
Na blogu od razu pojawiły się zdjęcia i przepisy, które wykonywaliśmy tego samego dnia w Dzień Dobry TVN oraz fotografie Karoliny i Jagódki. Mam nadzieję, że nasza strona odwiedzającym będzie podobać się przynajmniej tak bardzo jak mnie :-)))))
W tygodniu , po wyczerpujących umysłowo zajęciach z angielskiego lecę na spotkanie z Kasią, która współpracuje z Fabryką Trzciny. Ma pomysł żebyśmy w tym miejscu przygotowali warsztaty z gotowania. Bardzo lubię to miejsce. Chciałabym, żeby to wypaliło.
Kolejne spotkanie ma miejsce w wydawnictwie Estilo, do którego piszę felietony. Ponieważ cała współpraca do tej pory bazowała na kontakcie internetowym jest mi miło, że w końcu mogę poznać osoby, którym zapychałam skrzynki mailowe:-)
Omawiamy tematy jakie mają pojawić się na łamach magazynu w dwóch kolejnych wydaniach. Nie wiem kiedy mija godzina, a miałam wpaść tylko na 20 minut! Mam z centrum odebrać moja mamę, która przyjeżdża specjalnie z drugiego końca Warszawy, żebym razem z Maćkiem mogła pojechać do kina na premierę polskiego filmu z Cezarym Pazurą w roli głównej. Uff znajomość sprytnych objazdów zatłoczonych ulic jest umiejętnością, która w takiej sytuacji zawsze się przydaje. Spóźniam się zaledwie 3 minuty!
Gdy podjeżdżamy pod dom, mama wyskakuje żeby zmienić Maćka, a ja „jeszcze na sekundkę” jadę kupić dziewczynkom sok do spożywczaka. Jest blisko. Niby mogłabym pójść na piechotę, ale przecież samochodem będzie szybciej… Jadę uliczką osiedlową. Widzę, że ktoś jedzie z naprzeciwka, więc przytulam się maksymalnie do prawej strony. Samochód jedzie bardzo blisko, praktycznie na mnie, więc całkowicie hamuję, mimo to delikatnie zahacza o lewy błotnik :-((((
W głowie krąży mi tylko jedna myśl : „ Cholera, nie pójdę do kina!”
Szczęście w nieszczęściu kierowcą samochodu okazuje się… mama mojej sąsiadki z bloku :-)
Umawiamy się, że wszystkie formalności załatwimy drogą mailową. Internet jest najlepszym wynalazkiem XX wieku! 10 minut później razem z Maćkiem jestem już w drodze do kina.
Film zapowiada się ciekawie. Słuchając przemówienia producenta oraz poszczególnych osób z ekipy odnoszę wręcz wrażenie, że mam szansę obejrzeć jedną z lepszych polskich produkcji ostatnich lat. Niestety po kilku minutach emisji wiem, że nic szczególnego raczej się tutaj nie wydarzy. Po kolejnych dwóch godzinach zaczynam się też zastanawiać po co ten film jest taki długi? Tytułu zdradzać nie będę, ale do kin wchodzi właśnie tylko jeden film z Pazurą w roli główniej, więc to powinno być wystarczającą podpowiedzią… Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze ;-(
Pod koniec tygodnia spotykam się z Tomkiem Woźniakiem, który jest młodym chłopakiem totalnie zakręconym na punkcie kuchni. Tomek zupełnym przypadkiem trafia na kubek, który zaprojektowałam dla Prima Sort ( wymyśliłam dwie kolorowe grafiki z motywem warszawskim:-). Tak bardzo mu się podoba, że chce… żebym coś podobnego stworzyła dla niego. Tego bym się chyba nigdy nie spodziewała. Rysowanie traktuję totalnie hobbystycznie, ale z przyjemnością będę to robić częściej:-)! Najśmieszniejsze jest to, że Tomek nie do końca orientuje się w moich innych „aktywnościach”. Rozmawia ze mną trochę tak, jakbym była zawodowym grafikiem. To tym bardziej miłe :-))))))) Nie pozostaje mi nic innego jak zabrać się do pracy!