Czy ktoś mógłby odrobinę powstrzymać ten lecący czas? Matko, jeszcze nie zdążę na dobre oswoić się z poniedziałkową rzeczywistością, a już kalendarz pokazuje mi, że kończy się piątek…
Dzień Dobry TVN, spotkanie Lady Mama, joga, basen z Karolcią, rozwożenie książek po wydawnictwach, szkolenie u Arka w związku z naszą nową stroną internetową, rezerwacja noclegów na ferie we Włoszech, odgruzowywanie skrzynki mailowej, pisanie bloga, wysyłanie informacji prasowych o książce, powtórka z Karolcią przed dyktandem, nauka piosenki do szkoły, znowu joga, w nocy szycie ozdób przed kiermaszem świątecznym i… mamy piątek…
Jeszcze tylko wymyślić i napisać 6 przepisów do kolejnego DDTVN i możemy wsiadać do pociągu do Poznania :)
Wagony są tak zatłoczone, że musimy stać na korytarzu… Ostatni raz podróżowałam tak chyba 12 lat temu, ale mam ze sobą książkę, na którą brak mi czasu, więc wygodnie siadam na walizce i zabieram się do lektury. Maciek robi to samo. W połowie drogi udaje mi się usiąść w przedziale :-)
Do Poznania docieramy o 19.30, a 40 minut później jesteśmy w Puszczykowie w Hotelarni.
Po lekkiej kolacji idziemy na basen i do łaźni. Po powrocie do pokoju o 23 padamy jak muchy. Choć miałam zamiar jeszcze poczytać…
Do Hotelarni przyjechaliśmy poprowadzić warsztaty kulinarne, dlatego rano po śniadaniu sprawdzamy, czy wszystko zostało kupione i czy niczego nie brakuje. Potem spotykamy się z Moniką i Bartoszem, którzy są współwłaścicielami obiektu.
Po obejrzeniu zdjęć z ich wakacji w Chorwacji i Norwegii, Bartosz zabiera nas do domu swojego przyjaciela, żeby pochwalić się swoim ostatnim projektem. Jest architektem. Jednym z jego pierwszych projektów była Hotelarnia i Spalarnia ( spa znajdujące się obok hotelu), które są tak naprawdę jego najlepszą wizytówką. Śmieje się, że nie ma potrzeby przygotowywania strony internetowej, bo cały czas i tak pracuje.
Dom na wzgórzu, do którego zabiera nas Bartosz miał przypominać… stodołę. Wygląda rewelacyjne! To oczywiście taka wariacja na temat stodoły, ale skojarzenie jest natychmiastowe. W środku duża, otwarta przestrzeń. Wielkie okna, antresola i kominek, który całą przestrzeń dzieli na część mieszkalną oraz biurową. Świetny dom.
Gdy wracamy do hotelu jest już po 14.00. Mamy jeszcze chwilę żeby zjeść obiad i powtórzyć sobie najistotniejsze rzeczy przed warsztatami.
Sala jest przygotowana bardzo profesjonalnie. Przy każdym stanowisku, które przeznaczone jest dla 2 maksymalnie 3 osób, znajduje się dwupalnikowa kuchenka, noże, deski i patelnia. Przy dużym stole na końcu sali znajdują się wszystkie produkty potrzebne do gotowania.
Kilka minut po 16.00 zaczynamy. W warsztatach bierze udział 15 osób. Przez 1,5 godziny mamy wspólnie przygotować 4 potrawy.
My dajemy wskazówki, a „ kursanci” :-) gotują.
Na pierwszy ogień idzie sałatka z cienkich plasterków buraka i oscypka, którą polewamy pietruszkowym sosem oraz odparowanym octem balsamicznym. Początkowo kilka osób kręci nosem, bo buraki nie kojarzą się z super eleganckim daniem, ale gdy caprese z buraka i wędzonego sera jest gotowe, znikają wszelkie wątpliwości dotyczące tego połączenia, a z kilku miejsc na sali daje się nawet usłyszeć, że faktycznie to połączenie jest przepyszne:-)
Po caprese zabieramy się do krojenia czerwonej cebuli, która jest jednym ze składników grzanek z twarożkiem i suszonymi pomidorami.
Dwie przystawki gotowe. Czas ugotować makaron. Łączymy go z prostym sosem na bazie śmietanki, cukinii, parmezanu i natki pietruszki. W tym momencie wszyscy robią sobie przerwę i przechodzą do sali obok, by przy stole oddać się degustacji, która odrobinę się przeciąga :-)
Na koniec słodki, łatwy deser. Palmiry z miodem i orzechami. Przygotowanie jest dziecinnie proste.
Po 15 minutach w piekarniku ciasteczka są gotowe. Zapach jest tak intensywny, że nie mogę się im oprzeć i kilka podkradam. Z mojego punktu widzenia warsztaty się baaaardzo udały. Wszytko wyszło :-)
Po warsztatach spotkamy się jeszcze z poznańskimi paniami dietetyczkami, które współorganizują akcję ZdrowyPrzedszkolak.org, w którą zaangażowaliśmy się razem z Maćkiem. Po spotkaniu, które przeciąga się do godziny 21, wpadamy jeszcze na 2 godziny do Bartosza i Moniki, którzy spędzają wieczór w gronie przyjaciół.
A następnego dnia, po śniadaniu, biegniemy na spa, żeby wymasować się przed wyjazdem.
Ta godzina mija za szybko :-), a potem już tylko pakowanie, uściski na do widzenia i czytanie książki w pociągu do Warszawy.