X-lander

20 kwietnia 2010

Zakopane

Na początku kwietnia wyjechaliśmy na kilka dni w góry, żeby spędzić tam święta i oficjalnie zamknąć kolejny sezon narciarsko-snowboardowy.

Udało nam się namówić rodziców Maćka żeby pojechali razem z nami, dlatego wynajęliśmy pół góralskiego domku, żeby wszyscy czuli się swobodnie.

Po drodze do Zakopanego na obiad zatrzymaliśmy się w rewelacyjnej pizzerii w Kielcach, którą, pomimo, że nie jest ulokowana w ścisłym centrum miasta, powinien odwiedzić KAŻDY wielbiciel włoskich placków z dodatkami. Zamówiliśmy pizzę z ricottą, ze szpinakiem i zwykłą margaritę. Na naszym stole wylądowały trzy ogromne cieniutkie placki, które miały ok. 45 cm średnicy!!! Nie daliśmy rady zjeść wszystkiego, chociaż pizza była baaardzo smaczna. Resztę zabraliśmy ze sobą.

Na miejsce dotarliśmy dość późno, zmęczeni dlatego szybko zaplanowaliśmy strategię na kolejny dzień i poszliśmy spać.

NastÄ™pnego dnia rano zaraz po Å›niadaniu wyruszyliÅ›my w kierunku Kasprowego. Maciek z deskÄ…, Karola i tata z nartami, a ja z mamÄ…… ciepÅ‚o ubrane.

Do kolejki nie byÅ‚o … kolejki:), wiÄ™c na górÄ™ dostaliÅ›my siÄ™ bardzo szybko. TrafiliÅ›my na bardzo kiepskie warunki, byÅ‚a mgÅ‚a, zaczÄ…Å‚ padać Å›nieg i otwarty byÅ‚ tylko wyciÄ…g na GÄ…siennicowÄ…. Karolina zaÅ‚ożyÅ‚a narty, ale po przejechaniu dosÅ‚ownie 20 m usiadÅ‚a i zaczęła pÅ‚akać, że bardzo siÄ™ boi i nie chce dalej zjeżdżać. Dlatego we trzy z mamÄ… poszÅ‚yÅ›my na gorÄ…co czekoladÄ™, a panowie postanowili zmagać siÄ™ z górÄ….

Maciek odpuścił po jednym zjeździe i również wybrał odpoczynek w barze, natomiast tata dzielnie jeździł przez prawie 2 godziny ( później przyznał, że nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności:).

Kolejny dzień zapowiadał się zupełnie inaczej. Ponieważ obudziło nas słoneczko, postanowiliśmy sprawdzić, czy działa wyciąg na Szymoszkowej. I to był strzał w dziesiątkę, przynajmniej jeśli chodzi o Karolinę. Jeździła z małą przerwą prawie 5 godzin (!!!) i nie wykazywała najmniejszych oznak zmęczenia. Ja z mamą wybrałam opalanie w jednym z barów usytuowanych na stoku. Było cudownie! Myślałam, że się rozpłynę z rozkoszy.

Ostatniego dnia naszego pobytu ponownie wybraliśmy sie w to samo miejsce. Tym razem w końcu udało nam sie spotkać z naszymi znajomymi i moją przyjaciółką Alą. Zazdrościłam im bardzo tego, że mogą tak aktywnie spędzać czas, dlatego wybrałam sie z mamą na spacer w stronę Gubałówki, żeby choć trochę sie ruszyć. A po obiedzie namówiłam wszystkich żebyśmy pojechali na spacer do doliny Kościeliskiej ( ostatni raz byłam tam będąc równolatką Karoliny).
Umiarkowana ilość turystów sprawiÅ‚a , że spacer byÅ‚ bardzo przyjemny. I te widoki…
W lany poniedziałek ( oj działo sie działo:) niestety musieliśmy wyjechać z Zakopanego.
Po drodze zatrzymaliśmy się w WYŚMIENITEJ restauracji Mamma Mia w Krakowie na ul. Karmelickiej, odwiedziliśmy zawsze piękny kościół Mariacki i kupiliśmy kilka drobiazgów na rynku, W Kielcach również zaliczyliśmy godzinny przystanek u naszych znajomych, aż w końcu w późnych godzinach wieczornych dotarliśmy do Warszawy.

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz