X-lander

28 grudnia 2011

Wigilia 2011

Ojojojoj! Do Wigilii zostało 5 dni, ja mam za sobą szalony weekend, a tu jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Do poniedziałku miałam napisać felieton, a po Dzień Dobry jestem tak zmęczona, że marzę o tym, by przespać się choć 20 minut… Nic z tego. Szybko wracamy do domu, zabieramy zeszyty i na… angielski. Ola, która ma z nami konwersacje leci z materiałem jak szalona i nie stosuje żadnych taryf ulgowych. Sami tego chcieliśmy…
We wtorek Karolcia ma koncert kolęd. Muszę przygotować ubranie anioła ze skrzydłami i punktualnie o 16.40 stawić się przed klasą. Jadzia przez pierwsze 20 minut jest zachwycona, a potem… próbuje dostać się na scenę… W związku z tym muszę z nią wyjść na korytarz.
Po koncercie lecimy do moje ortodontki. Jadźka zasypia w samochodzie :-(((( Parkuję pod samymi drzwiami i każę Karolinie natychmiast przybiec do gabinetu, gdyby cokolwiek się działo. Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Wizyta trwa 10 minut, ale mi wydaje się, że minęło minimum 40…
Po wizycie w klinice, szybko do domu. Przebieramy dziewczyny, pakuję jedzenie, które przygotowałam rano i jedziemy do Ali na kameralną Wigilię w gronie przyjaciół..
Dostaję w prezencie piękną kolorową torbę. Najwięcej prezentów zgarnia Karolcia i Jagódka. Jadzia najbardziej jednak zwraca uwagę na Holkę, pieska Ewy i Konrada. Lata za nim przez cały wieczór i piszczy zachwycona. Koło 23.00 Karolcia zasypia na kanapie. Hmmm, chyba powinniśmy się zbierać.
Kolejny dzień i kolejny maraton. Rano powtórka przed testem z angielskiego. Potem egzamin. Po egzaminie jedziemy zawieść prezenty, które razem z Alą, Ewą, Martą, Olą, Konradem i Marcinem przygotowaliśmy dla dzieciaków z pewnego małego domu dziecka na Bemowie.
Wieczorem Maciek zostaje z Karolcią i podziębioną Jadzią, a ja jadę na nagranie do radia Bajka. Półtorej godziny opowiadania o świątecznych zwyczajach w bardzo miłym gronie :-)
Gdy wracam parę minut przed 22.00 do domu, Maciek przypomina mi, że miałam jeszcze na następny dzień dla Karoliny klasy upiec pierniki do ozdabiania. Całe szczęście przygotowałam je w poniedziałek.
W czwartek i piątek postanawiam odrobinę zwolnić. Zajmuję się już tylko wypiekami i sprzątaniem. Tylko… Samo sprzątnięcie Karoliny pokoju zajmuje mi 3 godziny. Nigdy nie zgadlibyście, co może kryć się pod łóżkiem 8-latki. Gdy po 3 godzinach do pokoju mojej córeczki wchodzi Maciek, stwierdza, że chyba pomylił mieszkania :-)
W piątek, po całym dniu pucowania i gotowania, wsadzam Karolcię w samochód i jadę do Marcina i Oli. Jagódka w dalszym ciągu ma katar, nie chcę jej męczyć, poza tym mogłaby zarazić małego Mikołajka.
Do Oli ma przyjechać Ala i Kama, która na święta wyrwała się z Londynu. Przy „ degustowaniu” wypieków Oli i Marcina mija nam kilka godzin. Karolcia znowu zasypia na kanapie… Zaczynam mieć wątpliwości, czy jestem wystarczająco dobrą matką…
Półprzytomną Karolinkę wsadzam do samochodu i zabieram Kamę. Dzięki temu mamy jeszcze trochę czasu, żeby poplotkować. Za 3 tygodnie będzie go więcej, bo jedziemy razem na wielki, „rodzinny” wyjazd w góry, do Włoch!
Gdy docieramy do domu Karolcia jest bardzo dzielna. Udaje jej się nawet samodzielnie wejść po schodach, choć byłam pewna, że moją 25kg księżniczkę będę musiała nieść na rękach…Oj chyba nie jestem dobrą matką :-(
W końcu Wigilia!!! Rano szybko kupujemy jeszcze 3 ostatnie prezenty, które kompletnie wyleciały nam z głowy, a potem pozostaje już tylko ubieranie choinki, przymocowywanie jemioły i ozdabianie stołu. Gdy przychodzą goście wszystko jest już gotowe. Nie ma z nami moich dziadków, którzy bali się hałasu i zamieszania oraz Bartka z Dominiką i Alinką, która zachorowała na ospę, ale atmosfera jest i tak wyjątkowa. Składamy sobie życzenia, zjadamy wigilijną kolację, dziewczynki rozdają prezenty, a na koniec wszyscy śpiewamy kolędy. Cudowne chwile. Warto przygotowywać się do nich tak długo :-)

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz