4 maja były moje imieniny. Myślałam, że moja mała córeczka zrobi mi prezent , ale chyba zbyt wiele od niej wymagam. Za to starsza stanęła na wysokości zadania i przygotowała dla mnie specjalne przedstawienie o pieskach, kotku, nietoperzu i duchu. Było rewelacyjne. Z Maćkiem pękaliśmy ze śmiechu, ponieważ wszystkie postaci występujące w spektaklu były pozawieszane na sznurkach, za które Karola pociągała siedząc na górze łóżka piętrowego. Wszystko jej się plątało i spadało, co nas doprowadzało do rechotu , a ją … do szału:).
Maćko z tej okazji przygotował wyjątkowe menu, które składało się najróżniejszego pieczonego w domu pieczywa oraz dodatków. Dostałam śliczne tulipany i stokrotki ( te drugie z sentymentu, bo były pierwszymi kwiatkami, które dostałam od mojego męża:).
A wieczorem wybraliśmy się do kina na film ( moja mamusia zaopiekowała się Karolką). Nie mieliśmy zbyt dużego wyboru i tak padło na „ KICK ASS”. Wiem, że plakat nie budzi zaufania, opis filmu też nie jest najlepszy, ale zapewniam, że ten film TRZEBA obejrzeć!!!
Film opowiada o chłopaku, który pod wpływem fascynacji komiksowymi super bohaterami również postanawia takowym zostać. Problem polega na tym, że nie ma żadnych super mocy, nie jest nawet typem sportowca… Kupuje przez internet obcisły, obciachowy zielony kostium, wymyśla sobie pseudonim Kick Ass i wyrusza w miasto nieść pomoc wszystkim poszkodowanym… Można uznać, że film zaczyna się banalnie, ale gwarantuję, że ten cukierkowy początek to taka sprytna zmyłka :) Szkoda, że dystrybutorzy zrobili tak niewiele i pewnie film przejdzie bez większego echa…
Kolejnego dnia z samego rana wybraliśmy się na ktg, które oczywiście nic konkretnego nie pokazało. Ponieważ byliśmy całkiem blisko jednej z naszych ulubionych kawiarnio-piekarni Vincent, wstąpiliśmy do niej na gorące, świeże bułeczki ( część zabraliśmy ze sobą do domu).
Ponieważ nie zatrzymano mnie w szpitalu mogła się odbyć u nas w domu sesja zdjęciowa do lipcowego numeru miesięcznika „Pani”. Zdjęcia wyszły ślicznie. Podczas pracy było trochę zamieszania, bo w między czasie dotarł do nas kurier z… wózkiem X-lander:). Karola nie mogła się doczekać i zatrudniając do pomocy oświetleniowca zaczęła składać spacerówkę. Poradziła sobie pierwszorzędnie ( wniosek: złożenie x-landera jest dziecinnie proste :). Wybraliśmy kolor zielony z kolekcji na 2009 rok i był to strzał w dziesiątkę! Po zdjęciach podjechaliśmy jeszcze do naszej znajomej Marlenki z firmy BEBELULU i wybraliśmy chustę. Mała będzie opływać w luksusy :)
Czwartku nie będę opisywać, bo miałam gigant doła ( złożyło się na to kilka czynników, chyba przede wszystkim dość mocno zaczęło mi przeszkadzać to ciągłe wyczekiwanie i brak możliwości planowania).
W piątek mój stan zdecydowanie się poprawił, choć praktycznie cały dzień spędziłam w szpitalu. Ze względu na zły zapis musiałam… czterokrotnie wykonywać ktg. Po jednym z nich nawet lekarz zastanawiał się, czy nie zatrzymać mnie na oddziale do obserwacji. Ostatnie jednak wyszło prawidłowo i koło 19.00 wypuszczono mnie do domu.
Sobota zaskoczyła aurą chyba wszystkich mieszkańców Warszawy ( nie wiem jak było w innych miejscach). Słonko świeciło z małymi przerwami przez cały dzień. A my zaraz po śniadaniu musieliśmy znowu jechać na ktg. Po przybyciu na izbę przyjęć okazało się, że pań oczekujących na badanie jest taka masa, że nawet nie ma wolnych miejsc siedzących. Dlatego zaraz po zapisaniu w rejestracji zapytaliśmy, kto jest ostatni i wybraliśmy się na spacer na Starówkę. Wiedziałam, że moja kolej nadejdzie najwcześniej za godzinę, więc wolałam zaczerpnąć świeżego, wiosennego powietrza zamiast siedzieć w dusznym holu. Było dość wcześnie, więc na Starym Mieście nie było jeszcze takich tłumów. Doszliśmy aż do Nowego Miasta, na którym odbywał się kiermasz produktów regionalnych, a w drodze powrotnej odkryliśmy kolejne niezwykłe miejsce- kawiarnię Ogrody na rynku na Mariensztacie. Po wypiciu pysznego, orzeźwiającego koktajlu wróciliśmy do szpitala. Tu kolejna niespodzianka. Okazało się, że właśnie nadeszła moja kolej na badanie:). Po 20 minutach było po wszystkim. A po obiedzie razem z Karolą, tatą, Bartkiem ( Maćka bratem) i jego córeczka pojechaliśmy do parku powylegiwac sie na trawie.