X-lander

22 czerwca 2010

Tak jak przypuszczałam, dużo się działo :)

Impreza urodzinowa Ali, mojej przyjaciółki była zaplanowana na piątek, ale urodziny wypadały w środę. Wiedziałam , że będzie w tym dniu bardzo zapracowana i raczej nie znajdzie czasu, żeby się ze mną spotkać, więc wysłałam jej kurierem bukiet kwiatów. Dominowały w nim peonie i malutkie goździki, wszystko w kolorach cukierkowego różu- słodziak :). Do kwiatów dołączyłam malutki bilecik z dowcipnymi życzeniami. Na reakcję adresatki musiałam poczekać kilka godzin.
W rozmowie telefonicznej przyznała, że to najmilsza rzecz jaka ją w tym dniu spotkała… i zaproponowała, że wpadnie do mnie wieczorem. Ze spotkania nic nie wyszło, ponieważ Bemowo zostało oblężone przez fanów zespołu Metallica i nie było sposobu by do nas dojechać.

Na czwartek umówiłam się z Gosią, moją koleżanką, którą poznałam podczas realizacji zdjęć do książki poświęconej jodze dla kobiet w ciąży. Gosia była autorką fotografii, polubiłyśmy się na tyle mocno, że w dalszym ciągu udaje nam się kontynuować znajomość :). Gosia kilka dni przede mną również urodziła śliczną córeczkę Wiktorię. Spotkałyśmy się w Promenadzie na otwarciu stoiska z kosmetykami marki Make Up Store. Najbardziej spodobał mi się lakier do paznokci w kolorze miętowym. Mam zamiar go jak najszybciej wypróbować . Niestety z Gosią nie udało mi się zbyt długo porozmawiać, ponieważ miała pilne wezwanie do domu… Malutka nie chciała jeść mleka z butelki, więc mama musiała szybko wracać na karmienie:(. Jagoda wykazała się po raz kolejny ogromną wyrozumiałością, bo została grzecznie z Maćkiem :) .

W piątek w Karoliny przedszkolu odbyło się uroczyste pożegnanie dzieci, które odchodzą do szkoły. Karolcia niestety znalazła się w ich gronie. Nie mogę uwierzyć, że od września moja malutka córeczka nie będzie już przedszkolakiem tylko uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej!!! To jakiś żart, przed chwilą była taka jak Jagoda. Teraz zna odpowiedź na chyba każde pytanie, stroi się przed lustrem, ma miliony pomysłów na sekundę. Aż się boję, że nie wysiedzi tylu godzin w ławce. Całe szczęście zmienił się program nauczania, więc jest szansa, że będzie miała czas, żeby się wyszaleć :). Na uroczystości panie przedszkolanki prezentowały dokonania każdego z dzieci. Karola przez 3 lata uczęszczania do przedszkola zebrała dwie ogromne teczki rysunków, samodzielnie wykonała kilka robótek ręcznych, zrobiła drewniany miecz, łuki, szmacianą laleczkę, filcowe piłki… Wszystko śliczne, kolorowe i super precyzyjne !!! Byłam w szoku… Dodatkową atrakcją był krótki występ przygotowany przez dzieci oraz poczęstunek. Moją drugą córeczkę z pewnością zapiszę do tego samego przedszkola :). Po zakończeniu uroczystości nie chciało nam się wracać do domu, więc zrobiliśmy sobie małą przyjemność i na obiad pojechaliśmy do Mielżyńskiego na ul. Burakowskiej. Na wino wybierzemy się tu najwcześniej za rok :) gdy przestanę karmić.

A wieczorem pojechaliśmy świętować 32 urodziny Aliny! Jagodę zostawiliśmy z moją mamą, a Karolinę zabraliśmy ze sobą. Wiedzieliśmy, że inni znajomi też planują przyjechać z dziećmi. Impreza odbyła się w kawiarni Konrada, brata Ali. Choć raz to my mieliśmy najbliżej, bo tak jak wcześniej wspominałam Forty Cafe mieszczą się na warszawskim Bemowie. Ala wyglądała jak zwykle zjawiskowo… Nie zostaliśmy długo. Wróciliśmy do domu przed 24:00, żeby niepotrzebnie nie stresować mojej mamy :).

Przez weekend musiałam wymyślić menu do poniedziałkowego Dzień Dobry TVN. Tym razem to ja miałam gotować, bo Maciek o godzinie 11.00 miał być już w … samolocie do Kijowa skąd dalej wybierał się do Delhi w Indiach. Pomysł z wyjazdem narodził się niespełna 2 tygodnie wcześniej. Miała wyjechać spora grupa znajomych, z których po wykruszeniu pozostał Maciek, Ala i Kamala, nasza znajoma, która Indie zna jak własną kieszeń. Była tam już ponad 30 razy!
I zaczęło się nerwowe poszukiwanie biletów, załatwianie wizy i masa innych drobiazgów. Dlatego ten weekend był mega zwariowany. Ja myślałam o poniedziałkowej kuchni, Maciek musiał wymienić pieniądze, kupić podstawowe lekarstwa, kosmetyki… W sobotę postanowił spędzić trochę czasu sam na sam z Karoliną i poszedł z nią do teatru Guliwer na przedstawienie o Calineczce. Przyznał, że ze zmęczenia trochę przysnął, ale Karolina była przeszczęśliwa, że przez 2 godziny miała tatusia tylko dla siebie.

Ja w tym czasie zjadłam kolację z Alą w Regeneracji na ul. Puławskiej. Jej również udzieliło się zmęczenie i przejęcie. Do wyjazdu zostały niecałe 2 dni a oni nawet nie byli spakowani :).

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz