Niedziela minęła w sekundę, a od następnego dnia miałam zostać zupełnie sama.
Maciek wylatywał dopiero o 11.05 więc to ja pierwsza wyszłam z domu. Karolę zawiozłam do przedszkola, a Jagoda po wyjściu Maćka miała zostać z moją mamą.
To miało być moje pierwsze po porodzie gotowanie w Dzień Dobry TVN. Przygotowałam kuchnię kwiatową. Dzień wcześniej pojechałam do rodziny Maćka pod Warszawę, żeby kupić kwiaty cukinii, brokuły chińskie, sałaty i inne potrzebne rzeczy. Gospodarstwo rolne Ludwika Majlerta wygląda trochę jak te znajdujące się we Włoszech. Pobielone ściany z cegieł, wielkie zdjęcia w sepii przedstawiające przodków rodziny i pięknie prezentujące się dorodne warzywa… Nie wiedziałam, co wybrać. Wszystko wyglądało tak smakowicie.
Kwiaty cukinii z nadzieniem serowo-miętowym wyszły wyśmienicie, sałatka z kwiatów bratka, nasturcji i ogórecznika też była bardzo dobra, ale cieżko było przekonać kogokolwiek do jej spróbowania :). Na deser usmażyłam kwiaty czarnego bzu. Przyprószone mgiełką z cukru pudru, zamoczone w sosie z dzikiej róży rozpływały się w ustach.
Po programie spotkałam się z Gosią w kawiarni Słodki-Słony. Po raz pierwszy mogłam zobaczyć jej córeczkę. Jest prześliczna!
Potem czekała mnie jeszcze wycieczka do Karoliny szkoły, w której musiałyśmy kupić podręczniki, następnie zajęcia z tańca ( w rezultacie poszła na nie z babcią , a ja zostałam z Jagódką) i w końcu mogłam zacząć szykować się do wieczornego wyjścia :) Założyłam „małą czarną” wyszywaną cekinami i pojechałam do mojej znajomej-Eryki, która robi przepiękne makijaże. Tego wieczoru miał mi towarzyszyć mój mąż, ale ponieważ wyjechał… z opresji wyratował mnie mój wieloletni przyjaciel Marcin ( a właściwie jego żona, która wyraziła zgodę na nasze wyjście :)).
Udaliśmy się razem na imprezę Samochód Playboy’a. Było bardzo przyjemnie choć dość chłodno. Po 23 postanowiłam się zmyć, mój partner został, pod troskliwą opieką… znajomych Maćka. Z telefonu, który wykonał do mnie następnego dnia wywnioskowałam, że bawił się wyśmienicie- musiał wziąć w pracy urlop na żądanie…
Następnego dnia obudziłam się wtulona w moje dwa skarby. Niestety sielanka nie trwała zbyt długo. Musiałam wyjść na nagranie nowego teleturnieju kulinarnego, którego byłam gościem. Jagódka została pod opieką dziadka, który spisał się rewelacyjnie, a Karolę po drodze odwiozłam do przedszkola. W programie wystąpiłam razem z Jolą Słomą, Mirkiem Trymbulakiem i Michałem Pirógiem. Było dość śmiesznie ( program będzie na antenie KuchniaTV od września), ale nie zabrakło paru niespodzianek, co spowodowało, że z ledwością zdążyłam odebrać Karolcię z przedszkola.
Kolejnego dnia chciałam jej zrobić przyjemność i upiekłam do przedszkola placek z truskawkami. Wyglądał tak apetycznie, że ciężko było mi się powstrzymać, żeby go nie spróbować. Jakoś udało się :) go ocalić.
Piątek był ostatnim dniem w przedszkolu. Trudno mi uwierzyć, że od września już do niego nie przyjedziemy. Zabrałam wszystkie rzeczy Karoli i z trudem pożegnałam się ze wszystkimi przedszkolankami. Okazało się, że moja córeczka również ma świadomość końca pewnego okresu w jej życiu, bo po wyjściu… aż się popłakała.
Tuż przed weekendem było paskudnie, dlatego nie planowałam niczego specjalnego. Sobota przywitała nas bezchmurnym niebem. To wystarczyło żebym tuż po śniadaniu była z Karolą, Jagodą i moją mamą w drodze na działkę. Po obiedzie dojechał mój brat ze swoją dziewczyną . Tak spędziliśmy uroczy rodzinny weekend. Ponieważ Jagoda praktycznie po każdym karmieniu natychmiast zapadała w sen miałam dużo czasu dla Karoliny. Udało nam się nawet dwa razy pojechać na wycieczkę rowerową. Mrówka pedałowała tak szybko, że z trudem mogłam ją dogonić.
Okolice działki to typowo wioskowe klimaty: drewniane domki, pasące się krowy, bociany, pola, lasy oraz łąki z ogromnym bogactwem najróżniejszych kwiatów i ziół. Z nich powstają najpiękniejsze bukiety. Przygotowałyśmy jeden dla mojej mamy. Wyglądał imponująco.
W niedzielę wybraliśmy się na wycieczkę do Różana. To najbliższa, „większa” miejscowość w okolicy. W Różanie zrobiliśmy małe zakupy i udaliśmy się na długi spacer. Po powrocie przygotowaliśmy smakowity obiad zwieńczony wysokokalorycznym :) deserem, a po nim musieliśmy się zbierać do Warszawy :(