X-lander

7 lipca 2010

Już połowa za nami

Chociaż czas leci jak szalony zaczynamy już trochę tęsknić za Maćkiem. Codziennie dostajemy smsy z informacją, gdzie są, jak im się podoba i co już udało im się zobaczyć. Nasza warszawska rzeczywistość pomimo przepięknej pogody nie wygląda aż tak zachwycająco. Karola coraz częściej pyta, kiedy tata wróci, a na moje odpowiedzi, że już za parę dni z wielką walizką prezentów, mówi przez łzy, że woli samego tatę jak najszybciej, bo prezenty nie są jej potrzebne… Z jednej strony to bardzo miłe, że dziecko jest tak przywiązane do ojca, ale z drugiej… serce mi pęka jak na nią patrzę.

Ponieważ chciałabym, żeby cierpiała z powodu jego braku jak najmniej, zaczynam wymyślać różne atrakcje, które trochę odciągną jej uwagę od tego przykrego dla niej tematu. Chodzimy do bemowskiej kawiarni Konrada, gdzie Karola zamawia szarlotkę. Po odwiedzinach z kawiarni przechodzimy na plac zabaw przy ul. Obrońców Tobruku. To chyba największy tego typu obiekt w Polsce. Na ogromnym terenie wydzielonym specjalnie dla dzieci z zabytkowych Fortów Bema, znajduje się wszystko, o czym dzieci mogą zamarzyć: huśtawki, liny do zdjeżdzania, rury, drewniane fortyfikacje, ściany do wspinaczki, sznurkowe pająki, metalowe koparki, zjeżdzalnie i wiele innych zabawek. Wszystko podzielone na kategorie wiekowe. Przy samym wejściu na plac zabaw najlepiej od razu zdjąć buty, bo cały teren wysypany jest drobniutkim piaskiem. Latem ten patent jest bardzo wygodny, ale podczas jesiennej pluchy praktycznie uniemożliwia korzystanie z placu. Zmęczone szaloną zabawą dzieci mogą napić się i przekąsić co nieco w znajdującej się tuż obok drewnianej budce, wypocząć na wystawionych do dyspozycji klientów leżakach lub udać się na spacer wzdłuż fosy, która przebiega dookoła fortów.

Samą fosą można się z kolei przepłynąć wypożyczając na miejscu jeden z bezpłatnych rowerów wodnych. Krótko mówiąc park jest doskonałym miejscem na spędzenie z dzieckiem przynajmniej kilku dni podczas wakacji w Warszawie. Nam udaje się spotkać tam kilkoro dzieci z przedszkola.

Ponieważ Karola uwielbia zwierzęta chcę zabrać ją do zoo. Była w nim tylko raz w życiu jako bardzo malutka dziewczynka, a o kolejną wizytę domaga się od conajmniej pół roku. Niestety z wycieczki do zoo nic nam nie wychodzi, bo za dużo czasu zajmuje mi… załatwienie noclegów w Kazimierzu.

Cóż, już tak to ze mną jest. Nie mogę zbyt długo siedzieć w jednym miejscu, bo zaczyna mnie nosić. Pomimo niezaprzeczalnych uroków Bemowa i okolic pomyślałam sobie, że warto byłoby zaryzykować i pojechać z dziewczynkami gdzieś dalej. Trasę na działkę Jagoda znosi bardzo dobrze, więc zaczynam szukać ciekawych miejscowości w promieniu 100 km od Warszawy. I tak pada na Kazimierz. Jest odrobinę dalej, ale przecież możemy po drodze zrobić sobie mały przystanek np. na karmienie.
W ten oto sposób w środę o 8.00 rano ( punktualnie!!!:) wyjeżdżamy na naszą pierwszą, w pełni samodzielną wycieczkę. Jedziemy przez Wawer trasą 801, którą polecam osobom wytrwałym. Tym, którym nie przeszkadzają gigantyczne ilości dziur, fragmenty z betonowych płyt oraz miejscami ograniczenia prędkości nawet do 30km/h. Niewątpliwym plusem drogi są przepiękne widoki, ale nie każdemu to wystarcza. Z krótkim przystankiem w Puławach do Kazimierza docieramy parę minut po 11.

Chociaż to początek wakacji udało mi się wynająć apartament zaraz przy kazimierskim rynku. Mamy śliczny pokój na parterze przytulnego domku. Miejsce znajduje się na ul. Sadowej 4 i nosi nazwę „Cztery pokoje”, ponieważ tyle pokoi można tutaj wynająć. Nasz jest wyjątkowy bo drzwi z łazienki prowadzą na taras, którego centralną cześć zajmuje… mały basen. Na jego widok Karola szaleje ze szczęścia. Polecam to miejsce i na wyjazd z dzieckiem ( w pokojach znajdują się aneksy kuchenne, niestety brak lodówek ) i na romantyczny weekend we dwoje :) . Z pewnością wrócę tutaj z Maćkiem :). W pobliżu znajduje się kilka restauracji, między innymi Zielona Tawerna, w której pochłaniam bardzo smaczne tagiatelle z gorgonzolą i szpinakiem. A dokładnie naprzeciwko naszego domu mieści się świetna lodziarnia. Okazało się to dla mnie przekleństwem, bo lody jem kilka razy dziennie :). Szczególnie polecam śmietankowe, są pyszne!!
Drugiego dnia do Kazimierza dojeżdża moja mama, która widząc basen reaguje podobnie do Karoliny :). I chociaż panie potrafią w wodzie spędzić kilka ładnych godzin zostaje nam, całe szczęście, wystarczająco dużo czasu na długie spacery oraz przesiadywanie w miejscowych knajpkach. Kazimierz czaruje nas tak bardzo, że w rezultacie, obładowane kogutami, kulebiakami i cebularzami, wracamy do Warszawy dzień później niż planowałyśmy. I tak sezon wakacyjny został oficjalnie rozpoczęty!

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz