X-lander

9 sierpnia 2010

Suuuper film i fotki z Indii

ŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! To była kompletna masakra dla moich mięśni brzucha!!!!!!!!! a wcale nie poszłam na siłownię…. właściwie nic nie wskazywało na to , że niewinne wieczorne wyjście… z mężem spowoduje, że będę… umierać ze smiechu !!!!!!!
Wszystko jak zwykle przez Alę, która zrobiła nam niespodziankę i zaprosiła na przedpremierowy pokaz francuskiej komedii romantycznej pt. ” Licencja na uwodzenie”. Maciek gdy usłyszał hasło „KOMEDIA ROMANTYCZNA” trochę spanikował i szukał wymówki by zostać w domu. Całe szczęście do kina miał przyjechać również Maćka przyjaciel z żoną i dzięki temu udało mi się go jednak wyciągnąć.

Uwielbiam kino w Pałacu Kultury, a po tym filmie lubię je jeszcze bardziej! Ciężko jest w ogóle zrobić dobry film, jeszcze trudniej na prawdę śmieszną komedię, a ten film jest TOTALNYM MAJSTERSTYKIEM!!!!! Początek jest odrobinę niezrozumiały, ale to tylko dodaje rumieńców całemu scenariuszowi. Główne role grają Venessa Paradis i Romain Duris. W Romanie się zakochałam, zresztą nie tylko ja. Razem z moimi trzema koleżankami doszłysmy do wniosku, że Romek obiektywnie rzecz biorąc nie jest szczególnie przystojny, ale ma w sobie to coś. Coś , co powoduje, że kobietom miekną nogi i są w stanie zrobić niejedno głupstwo. O tak, Roman z pewnością to ma :).

Nie wiem, czy jest sens opowiadać treść filmu, bo wydaje mi się, że właśnie to początkowe zaskoczenie jest najfajniejsze. Zresztą cały jest ( muszę to napisać) ZAJEBISTY!!!!!! Nigdy nie byłam na filmie podczas którego cała sala śmiałaby się praktycznie bez przerwy a na koniec biła brawa. Nie wiem co jest w tej chwili w repertuarze kin, ale ten tytuł jest obowiązkowy i, co najważniejsze, spodoba się również panom. Maciek i jego przyjaciel Karuna zgodnie przyznali, że bawili się świetnie, bo poza chwytającym za serce Romanem nie brakuje w nim równie urokliwych kobiet, z Venessą na czele :)
Roman i piękne kobiety to czywście nie jedyne atuty filmu. Najważniejszy jest scenariusz. Nie wiem kto jest jego autorem, ale chętnie zagrałabym w jego filmie :) „Licencja na uwodzenie” po prostu wbija w fotel, a po jej obejrzeniu już nigdy nie powiecie, że komedie romantyczne są głupie:)

Koniec lipca stał się doskonałym pretekstem do zaproszenia znajomych na oglądanie długo wyczekiwanych zdjęć z Maćka wyjazdu do Indii i Tjlandii. Ponieważ Maciek na wyjeździe był razem z Alą, postanowili, że pokaz zdjęć połączą z degustacją indyjskich i tajskich przysmaków.
Dlatego w czwartkowy wieczór wszyscy znajomi którzy zdecydowali się odwiedzić nasze skromne progi mogli najeść się do syta, bo podróżnicy przygotowali jak zwykle jedzenie w hurtowych ilościach. Niektórzy dostali nawet porcje na wynos :).

Ala lubi robić zdjęcia, które pokazują rzeczywisty obraz danego miejsca. Dlatego fotografie poza pięknymi zabytkami, kolorowymi bazarami, uśmiechniętymi dziećmi przedstawiały również ruiny budynków, biednych ludzi i slumsy. Indie zupełnie inne od tych, które kojarzą się z filmami Bollywood. Czasami aż ciężko było uwierzyć, że tam ludzie są w stanie żyć w skrajnym ubóstwie, a ci niby dobrze sytuowani mogą nie mieć w mieszkaniu np. bieżącej wody. Dla Europejczyka, nie do pomyślenia, dla Hindusa coś zupełnie naturalnego. Po obejrzeniu zdjęć i posłuchaniu ich opowieści, zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy mam wystarczająco mocne nerwy, by wybrać się w podróż w tamte rejony. Z całą pewnością nie prędko pojadę tam z dziećmi, może kiedyś sama z Maćkiem. Ich podróż trawała zaledwie 16 dni, więc zobaczyli skromny fragment Azji. Na dłuższy urlop nie mógł sobie pozwolić ani mój mąż, ani Alinka, ale nawet tych kilkanaście dni wystaczyło by wrócili pełni wrażeń i z prawie… tysiącem zdjęć.

Po tak emocjonującym wieczorze następnego dnia po śniadaniu wybrałam się do Body Clinic na ul. Oboźnej na cudownie pachnący cukrowy peling całego ciała. Był to mój prezent urodzinowy. Voucher dostałam prawie 3 miesiące temu i w ostatnim momencie przypomniałam sobie, że jest ważny tylko do końca lipca. To było niebiańskie 30 minut relaksu. Po zabiegu skóra była aksamitna w dotyku, pięknie pachniała i dzięki zawartym w pellingu olejkom była błyszcząca i nawilżona.
Po wyjściu z Body Clinic udałam się na krótki spacer Nowym Światem, kupiłam latte na mleku sojowym z wiórkami kokosowymi w Coffe Heaven i …czułam się jak milion dolarów!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz