X-lander

16 sierpnia 2010

Połowa wakacji już za nami

Sezon urodzinowy trwa!
Dlatego pod koniec lipca jedziemy świętować urodziny Emilki i jej mamy Beatki. Emilka kończy roczek, a Beatka? Nie mam pojęcia, ale wygląda świetnie! Pozazdrościć! Na imprezie nie zostajemy zbyt długo, bo jeszcze wieczorem chcemy pojechać na działkę. Pogoda jest w dalszym ciągu wyjątkowo przychylna, więc szkoda nam tracić każdy piekny dzień na siedzenie w Warszawie. Tam też możemy popracować, tylko że siedząc na tarasie lub przy stole w ogródku, a nie w dusznej kuchni w bloku…
Kolejnego dnia, chociaż to niedziela, wstajemy o 7 (!!!). Karola ma umówioną na godzinę 9.00 jazdę konną w uroczej stadninie w Bindużce. Jest tam tak pięknie, że jesteśmy skłonni otworzyć w okolicy agroturystykę. Tylko czy z naszym „szwędaczem” wytrzymalibyśmy taki stacjonarny rodzaj pracy? Może za kilka lat ;).

Karola na koniach nie jeździ regularnie, ale postępy robi oszałamiające i niczego się nie boi! Już nas poinformowała, że gdy będzie duża i odłoży sobie pieniądze, to kupi sobie konia i będzie go trzymać właśnie w tej stadninie ;). Ciekawe… Najpierw był… kabriolet :), potem laptop, a teraz koń! Cóż, dzieciom już nie wystarcza lalka Barbie…
Początkowo zakładamy, że po dwóch dniach wrócimy do stolicy, ale po pierwsze:szkoda nam pogody, a po drugie dzwoni do nas Gosia, która chce nas odwiedzić z dziećmi. Zostajemy!
Dni mijają na włóczeniu się po lasach, gotowaniu, zabawie z dziećmi oraz … codziennych wycieczkach do sklepu po lody. Oskar, dwuletni synek Gosi, pałaszuje śmietankowego Bambino na patyku z zapałem, który wywołuje u nas salwy śmiechu. Wszystko jest upaprane lodem: buzia, ręce, koszulka , a czasami nawet nogi :).

Na weekend musimy wrócić do Warszawy na … kolejne urodziny:). Tym razem kolej na Oliviera. Ten dwuletni mężczyzna na nasz prezent, śpiewanie i obrzucanie serpentynami reaguje… histerycznym płaczem… Hmm, myślałam , że dzieci mnie lubią… W ogrodzie, w altanie, która aż pęka w szwach od jedzenia, czuję się jak w jakimś 5-gwiazdkowym hotelu all inclusive! Poduchy, rolety z materiału, chilloutowa muzyka, półmiski ze słodkościami oraz słonymi przekąskami… Mogę zostać tu na tydzień? Nic z tego. W domu zostawiliśmy Karolinę, która zamiast urodzin młodszego kolegi wybrała wycieczkę rowerową z babcią, moim bratem i jego dziewczyną.

Rano, przed przyjęciem, załatwiliśmy jeszcze jedną dość przyjemną sprawę… Wykupiliśmy Karoli wyjazd do Turcji!!!! Nie , nie, spokojnie, nie jesteśmy aż tak szaleni by wysyłać siedmioletnie dziecko na samodzielny wyjazd. Karla wybierze się na urlop z babcią, dziadkiem i stryjeczną siostrą, Łucją. Ta informacja spowoduje , że odtąd do dnia wyjazdu kilka razy dziennie będziemy słyszeć pytanie: Ile czasu jeszcze zostało? I dlaczego tak dużo?
Moje słonko wyjazdową obsesje wyssało chyba z mlekiem matki :). Tym bardziej mnie to cieszy, bo mam pewność, że spędzi tam niezapomniane chwile. Sami planujemy zwiedzić Turcję, ale czekamy na odbiór paszportu dla Jagody. Pod koniec września lub na początku października będzie tam z pewnością w dalszym ciągu ciepło, a nam do tego czasu powinno się udać załatwić większość formalności związanych z naszą trzecią książką. Planujemy wydanie drugiej części „Przemytników…”. Kiedyś wydawało mi się, że nigdy nie wyjadę w tamte strony. Po pierwszym nieudanym pobycie w Egipcie wszystkie kraje arabskie wrzuciłam do jednego worka i byłam przekonana, że nie są to miejsca, w których poczuję się komfortowo. Jednak po licznych zapewnieniach osób, które odwiedziły Turcję, zaczęłam zmieniać zdanie. Najbardziej przekonała mnie chyba możliwość skorzystania z prawdziwej tureckiej łaźni. Podobno jest to niezapomniane przeżycie, które dostarcza zarówno naszemu ciału jak i duszy ogromną dawkę energii. Dlatego do Turcji wysłaliśmy na przeszpiegi Karlę ;). Nie sądzę, by miała zamiar iść do łaźni :), ale pomimo swojego młodego wieku nasza córka zwraca uwagę na masę najdrobniejszych szczegółów. Jeżeli ona pokocha ten kraj, my również odnajdziemy w nim coś dla siebie.
Do wyjazdu został ponad tydzień. To chyba jedna z gorszych informacji dla Karolci. Ona deklaruje gotowość opuszczenia kraju nawet następnego dnia:). Z jednej strony cieszę się, że podziela naszą pasję i uwielbia zwiedzać różne zakątki świata, ale z drugiej… Zaczynam się zastanawiać co zrobię gdy pewnego dnia moje dziecko stanie w przedpokoju ze spakowaną walizką i oświadczy mi, że wyjeżdża i nie wie kiedy wróci. Boję się. Może głównie dlatego, że mnie nigdy nie było stać na taką decyzję…

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz