X-lander

13 kwietnia 2010

Fuerteventura część 3

Samochód wypożyczyliśmy na 3 dni, więc po dwóch dniach zwiedzania środkowej i północnej części przyszedł czas na eksplorację południowych zakątków wyspy.

Pomimo zÅ‚ożonej obietnicy byliÅ›my zmuszeni ponownie wjechać w głąb lÄ…du, ponieważ… tylko jedna droga prowadziÅ‚a do poÅ‚udniowych miejscowoÅ›ci.

Po krótkim przystanku w Tarajalejo, które niestety nie było zbyt zachwycające ( poza tym , co dość dziwne na Fuercie, plaża pokryta była drobniutkim czarnym piaskiem) udaliśmy się na plażę pomiędzy Bahia Calma i Playa Esmeralda. To chyba najlepsze miejsce na całej wyspie do uprawiania Kitesurfingu. Duża przestrzeń, łagodne zejście do morza i potwornie silny wiatr to tylko nieliczne atuty tego miejsca. Duże wrażenie robi ponadto bardzo zachęcający spot, w którym można wypożyczyć sprzęt, umówić się na lekcję, napić drinka lub poleżeć na leżaku wśród palm :).

Na sam dół wyspy za bardzo nie chciało nam się jechać dlatego po krótkim przystanku w Costa Calma wróciliśmy do naszej miejscowości Caleta del Fuste.

Resztę dnia postanowiliśmy spędzić nad basenem łapiąc ostatnie promyki słońca.
Karola szalała z Maćkiem w basenie, a ja wygrzewałam się na leżaku czytając książkę. Po prawie trzech godzinach baaaardzo głodni pobiegliśmy na kolację, po której wybraliśmy się na długi spacer.

Ostatni dzień naszego pobytu na wyspie spędziliśmy praktycznie cały nad wodą. Ćwiczenie jogi na plaży było bardzo przyjemnym doświadczeniem, chociaż swobodniej czułam się na tarasie naszego hotelowego pokoju ( zasłonięta ze wszystkich stron szczelnym żywopłotem:) Starałam się jednak o tym nie myśleć, bo plaża była praktycznie pusta.

Ostatni dzień pobytu na wakacjach wiąże się przeważnie z kupowaniem pamiątek z wyjazdu dla siebie oraz bliskich. Niestety poza paroma drobiazgami nie udało nam się znaleźć nic nadzwyczajnie interesującego. Po długim szukaniu stanęło na trzech małych książkach kucharskich, wiklinowej torbie, sosach mojo oraz kilku zwierzątkach z materiału, które Karola miała zamiar rozdać swoim koleżankom w Warszawie.

Przed kolacją zostaliśmy wyciągnięci jeszcze na plac zabaw. Do pokoju wróciliśmy bardzo późno. Żeby odsunąć od siebie myśl nieuchronnego wyjazdu postanowiliśmy spakować sie dopiero następnego dnia rano.

Lot do Warszawy wydawał się o wiele dłuższy niż na Fuertę. Dodatkowo prognozy pogody nie nastrajały nas zbyt optymistycznie. Wsiadając do samolotu miałam na sobie jedynie sukienkę i sandałki ( Karola podobnie). Gdy dolatywaliśmy do stolicy, większość pasażerów samolotu zaczęła nakładać na siebie kolejne warstwy ubrań. Panika okazała sie jednak zbędna, bo na zewnątrz panowała znośna 10 stopniowa temperatura.

A kolejnego dnia zaczęło świecić piękne słońce i rozpoczęła się prawdziwa wiosna :)

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz