To miał być ostatni tydzień we trójkę. Ale naszej drugiej córeczce chyba się nie spieszy i woli jeszcze posiedzieć w moim brzuchu:)
We wtorkowym Dzień Dobry przygotowaliśmy kilka dań dla dzieci ( i nie tylko) na diecie bezglutenowej. Powstały podpłomyki z pastą bakłażanowo-pomidorową, makaron gryczany z sosem grzybowym, wafelki z paprykarzem oraz ciasteczka sezamowo- amarantusowe. Po programie postanowiliśmy wybrać się do szpitala, żeby sprawdzić, czy nasze dziecko ma zamiar dołączyć do nas w najbliższym czasie. Podczas 20 minut leżenia i wsłuchiwania się w miarowe bicie serca dzidziusia prawie zasnęłam, a po badaniu lekarz oznajmił, że na razie nic z tego nie będzie. Dlatego wieczorem wybrałam się z moją przyjaciółką Alą na przedpremierowy pokaz serialu internetowego pt.” Nie-zła mama”, który opowiada o losach młodego małżeństwa z dzieckiem. Co ciekawe pokazano w nim poza urokami wychowywania potomka również te mniej sympatyczne chwile. Emisja serialu w sieci już za moment:)
Kolejnego dnia spotkałam się z moją koleżanką „po fachu”-Gosią ( również miała urodzić w tym tygodniu:) Siedziałyśmy w kawiarni, wcinałyśmy pyszne ciastka i zastanawiałyśmy się ile czasu jeszcze będziemy mogły tak beztrosko biegać po mieście. Po naszym spotkaniu razem z Maćkiem odwiedziłam prześliczny sklep z wyjątkową biżuterią – Lilou. Od mojego kochanego męża dostałam w prezencie dwie zawieszki przedstawiające dziewczynki, na których wygrawerowano imiona naszych córeczek. Upominek spodobał mi się tak bardzo, że od razu kupiłam dwa podobne dla moich koleżanek z imionami ich dzieci.
Ponieważ nadal nic się nie działo następny dzień poświęciliśmy załatwianiu rozmaitych spraw służbowych ( nie znoszę bezczynnego siedzenia:), a wieczorem udaliśmy się na 5 urodziny Maćka bratanicy- Łucji. Zupełnie niepotrzebnie przed wyjściem zjedliśmy kolację, ponieważ Dominika (mama Łucji) przygotowała smakowicie wyglądające przekąski. Udało mi się zmieścić tylko szklankę koktajlu truskawkowego i kawałek urodzinowego tortu ( był przepyszny!!!). W planach mieliśmy jeszcze wieczorną wycieczkę na działkę, ale stwierdziliśmy, że wstaniemy wcześnie rano, wyjedziemy przed 8.00 i w ten sposób dojedziemy na miejsce koło 10.00 na śniadanie.
Udało się! Wszystko poszło zgodnie z planem. O 10.30 jedliśmy śniadanie „prawie” na trawie:)
Pogoda w piątek była niesamowita. Prawie 30 stopni, bezchmurne niebo i… plaga komarów, które dały nam spokój dopiero po wysmarowaniu potwornie śmierdzącym kremem… Postanowiłam, że w tym dniu nie będę nic robić tylko opalać się i czytać książkę. Nie udało się. Po 2 godzinach leżenia zabrałam się do mycia samochodu ( Karola dzielnie pomagała mi przy odkurzaniu), a potem zainspirowana moją lekturą ( książka pt.” Tysiąc dni w Toskanii” Marleny de Blasi ) postanowiłam przygotować jakiś pyszny makaron na obiad – przepis znajdziecie na forum:)
W niedzielę musieliśmy wrócić do Warszawy, bo miałam wykonać kolejne badanie ktg ( ze względu na gigantyczna kolejkę i długi czas oczekiwania postanowiliśmy przenieść je na kolejny dzień). Po krótkiej i mało przyjemnej wizycie w szpitalu pojechaliśmy zrelaksować się do kawiarni Kafka, gdzie Karolina wpałaszowała prawie całą miskę makaronu z pesto. Ja z Maćkiem wybrałam koktajl jagodowy. A wieczorem kolejne urodziny. Tym razem naszych przyjaciół z Milanówka. Kupione na prezent zawieszki Lilou sprawdziły się pierwszorzędnie :)