X-lander

15 grudnia 2011

Alladyn i inne atrakcje

No i przed nami kolejny tydzień!
W Dzień Dobry TVN gotujemy potrawy z wykorzystaniem kokosa, który poza niezaprzeczalnymi walorami smakowymi ma też całe mnóstwo zdrowotnych właściwości :-)
Ja nie mogę się oprzeć zupie tajskiej z mleczkiem kokosowym, do której dorzucam dużą ilość ryżu jaśminowego ugotowanego również z mleczkiem kokosowym.
Po programie wracamy na chwilę do domu odrobinę się odświeżyć, odbieramy Karolinę ze szkoły, pakujemy Jadzię do samochodu i jedziemy do Jacka i Eryki zrobić zdjęcia na naszą nową stronę.
Jacek był autorem zdjęć do naszej drugiej książki „ Fajna babka, ale ciacho”. Tym razem chodzi nam oczywiście o zupełnie inny klimat fotografii, ale wiemy, że Jacek zrobi to najlepiej.
Zaczynamy od delikatnego make up’u autorstwa Eryki. Jak ona to robi? Wyglądam bardzo naturalnie, świeżo, jakbym właśnie wróciła z dłuuuugiego urlopu :-)
Po 3 godzinach jest już po wszystkim. Efekt? Dokładnie o coś takiego nam chodziło.
Po zdjęciach szybko wracamy do domu, bo wieczorem wychodzę razem z Alą na imprezę „YES”.
Make up gotowy, więc pozostaje TYLKO ubranie… odwieczny problem…
Nie mogę założyć sukienki, którą już miałam na sobie ( bo podobno tak nie wypada :-), nie chcę być zbyt elegancka, bo obowiązują stroje KOKTAJLOWE :-), jeansy też odpadają, kozaki wyglądają zbyt ciężko, a na sandałki jest już za zimno…. Matko, pomocy!!! Czy ktoś może wie, co mam na siebie założyć?
Wychodzę w wąskich granatowych spodniach, beżowym swetrze z futerkiem ( sztucznym:-), czarnych szpilkach i z torebką w stylu vintage. Szału nie ma, ale jest ok.
Na miejsce nie udaje mi się dotrzeć punktualnie na 19.30, ale impreza oficjalnie zaczyna się i tak parę minut po 20.00
Najpierw odbywa się licytacja zdjęć z kalendarza Yes, a po niej koncert Moniki Brodki. Monia jest świetna! Wygląda super, a jej piosenki powodują, że aż chce mi się tańczyć.
W domu jestem przed 23.00, byłabym wcześniej, ale nie ma to jak babskie ploty w samochodzie na parkingu :-)))))
We wrześniu zaangażowałam się w jedną z akcji Greenpeace dotyczącą odnawialnych źródeł energii, dzięki tej akcji poznałam Joankę, aktywistkę tej organizacji. Mailowo umawiamy się na spotkanie, bo Joanka chce przeprowadzić ze mną wywiad, który umieści na stronie Greenpeace.
Przez 3 godziny poruszamy tysiące tematów, pod koniec zaczynam jej współczuć, że będzie musiała to wszystko spisać z dyktafonu… Pod koniec naszej rozmowy dołącza do nas Maciek, który ma mnie z Jagódką zabrać do domu. Joanka wychodzi, a do nas przysiada się właścicielka kawiarni Tamika. Magdę poznaliśmy ją podczas warsztatów z gotowania, które prowadziliśmy w tym miejscu podczas wakacji. Od słowa do słowa ustalamy termin… kolejnego kursu. Tym razem dla najmłodszych.
Wracając do domu zabieramy ze szkoły Karolcię. Maciek na wieczorne „szkolenie” z Arkiem, w związku ze stroną internetową, jedzie sam. Ja zostaję z szalejącymi dziewczynkami w domu…
Okazuje się, że moje zadanie jest o niebo trudniejsze:-)
Pod koniec tygodnia znowu wycieczka po Warszawie. Rozwożenie książek, zdjęcia próbne oraz poszukiwanie adresu pewnego wydawnictwa… Wieczorem obiecujemy sobie, że w końcu obejrzymy film na dvd, który Maciek kupił 2 miesiące temu, ale… nic z tego. Jadzia zasypia o 23:-(
W sobotę przyjeżdżają do nas nasi bliscy znajomi z Kielc: Ewcia, Piter, 6-letni Błażej i 1,5 roczny Miłosz. Pół dnia spędzamy w kuchni. Gotujemy makaron z sosem, a potem tajską zupę… W końcu robi się 16.00 i ruszamy się z domu. Jedziemy na …deser do kawiarni Kalimba. Dzieciaki szaleją, a my obmyślamy plan rowerowego wyjazdu na Bornholm :-)
Wieczorem idziemy na premierę spektaklu Alladyn, do teatru Roma. Przez ponad godzinę, razem z dziećmi bawimy się pierwszorzędnie. Jagoda bardzo żywiołowo reaguje na to, co dzieje się na scenie: krzyczy, śmieje się, piszczy. Aż miło na nią popatrzeć. A myśleliśmy, że tylko Karolcia wytrzyma do końca przedstawienia.
Kolejny dzień spędzam z Karolcią na przedświątecznym kiermaszu. Reprodukcje odbywają się na Solcu w klubie 1500. Cóż, inaczej to sobie wyobrażałam. Jest ścisk, masa ludzi, ogólnie nie do końca mój klimat. W połowie przyjeżdża Ala z prowiantem, który ratuje nam życie :-), a Karolcia chwilę później postanawia wrócić z dziadkami do domu. I tak zostaję z kramikiem obładowanym jej koszulkami i świątecznymi, zrobionymi z filcu ozdobami… Na kolejny kiermasz wybieram się wyłącznie jako kupujący.

Dodaj do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Twitter
  • Wykop

Brak komentarzy »

Napisz komentarz