X-lander

Archiwum Luty 2010

 

Wycieczka do londynu

19 lutego 2010

 

Nazywam się Monika Mrozowska, jestem w siódmym miesiącu ciąży i bardzo mi dobrze z moim coraz większym brzuchem. Wiem, miałam szczęście ( choć uważam, że mocno mu pomogłam), bo od samego poczatku czułam się rewelacyjnie. Żadnych nudności, stanów depresyjnych i innych nieprzyjemnych dolegliwości. Można wręcz powiedzieć , że ten stan bardzo mi służy, napędza do pracy i … nie pozwala stać w miejscu. W przenośni i dosłownie.

Nosi mnie z tą moją piłeczką tak bardzo, że pod koniec szóstego miesiąca ciąży postanowiłam wyjechać na kilka dni do Londynu. W Warszawie panowały akurat potworne mrozy ( -20) , a tam prawie wiosna. Słonko, śpiewające ptaszki i dodatnia temperatura. Czyli idealne warunki żeby od rana do wieczora biegac po mieście, zwiedzać, robić zakupy. Czy brzuch w tym przeszkadza? Mnie na pewno nie.

Zaczynałam od porządnego śniadania: owoce, miseczka gorących warzyw z makaronem, ryżem lub kaszą i kubek ziół z łyżeczką miodu. Po takim posiłku miałam pewność , że będę mieć dużo energii na cały dzień. Londyn jest ogromny i wiedziałam , że nie uda mi się zobaczyć każdego zakątka, dlatego od razu zrezygnowałam z najbardziej popularnych punktów wycieczek i zdecydowałam się na zwiedzanie tego miasta od kuchni. Nie mogłam sobie jednak darować odwiedzenia chociaż kilku sklepów , a tych najwięcej jest w ścisłym centrum, czyli na Oxsford street. Najbardziej skorzystała na tym moja córeczka Karola oraz maleństwo. Nie byłam w stanie przejść obojętnie obok mikroskopijnych śpiochów, skarpetek i podkoszulek. Poza pieszymi wycieczkami chętnie poruszałam się po mieście… dwupiętrowymi autobusami i jak małe dziecko wyczekiwałam, aż zwolnią się miejsca na górze, przy samej przedniej szybie. Sprawność z jaką poruszają się kierowcy tych wielkich czerwonych cudaków w wąskich uliczkach miasta naprawdę robi wrażenie. Poza ścisłym centrum musiałam odwiedzić Camden Town z jego kiczowatymi sklepami i tysiącem kolorowych, poprzebieranych ludzi oraz sobotni targ staroci (i nie tylko) na Portobello. W tym dniu była chyba najpiękniejsza pogoda, która wcale nie zachęcała do powrotu do Polski. Niestety następnego dnia musiałam pożegnać się z Londynem i udać się na lotnisko.
Warszawa nie przywitała mnie zbyt gorąco. Temperatura nieco podniosła się , ale miasto nadal przykryte było grubą warstwą biało-szarego śniegu.
To wystarczająco dobry pretekst, by przed rozwiązaniem wyjechać jeszcze gdzieś na kilka dni…